
Rzadko po występie zostajemy, aby zobaczyć co się dalej będzie działo na danej imprezie. Niepohamowana rządza zysku to oprócz popędu seksualnego główny motyw, który kieruje ludzkim postępowaniem, dlatego zaraz po pokazie zwykle wsiadamy w samochód i obieramy azymut na kolejne miejsce w Polsce ... jak śpiewał nieboszczyk Mercury "Show must go on"...
Po festynie na pomorzu chcieliśmy "zniknąć" jak najszybciej, jednak zastawiło nas czarne BMW z ekipy Majki Jerzowskiej.
Chciał, nie chciał, musieliśmy zostać na koncercie i choć płynie w nas disco-polowa krew ( z racji pochodzenia :P ), to Majka dokonała błskawicznej transfuzji. Znów poczuliśmy się jak za czasów "Teleranka", tyle, że bawiliśmy się skacząc jak Pinokio w krainie termitów.
W ramach rekompensaty za zablokowanie auta dostaliśmy płytę z autografem.
Dam ją dla siostrzenicy .... ale najpierw sam posłucham, żeby podreperować swoje dziecięce ego.

